Najpierw otulę Cię naszymi wspólnymi wspomnieniami, a jeśli trafiasz na KSM po raz pierwszy i nie wiesz, czym był Kalendarz w latach 90., spróbuję Cię przekonać jego klimatem.
Siłą tamtego wydawnictwa była otwartość i dialog. Nasze rozmowy sprzed lat miały sens dlatego, że nie było w nich tematów tabu. Byliśmy młodzi, trochę stuknięci, niepokorni, zakochani – ale też nieco naiwni, poszukujący przygód i pełni rozterek.
I mieliśmy kosmate marzenia, i chciało nam się świat przenosić.
Dzisiaj jesteśmy trochę starsi, prawda?
I możemy pogadać jak ludzie dojrzali, oglądając się wstecz, podsumowując, ale nadal z nadziejami patrząc w przyszłość. Czasami chce nam się jeszcze skopać komuś tyłek, czasami walczymy w przegranych sprawach, a niekiedy po prostu odpuszczamy, szukając spokoju i ucieczki od wojen plemiennych i natłoku zdarzeń.
I w książce, i tutaj opowiadam o miłości i o wolności, o jasnych i ciemnych stronach życia po czterdziestce. (Choć sama już wiele o nich wiesz.)
Będę próbował Cię prowokować, trochę pod włos, a trochę z sierścią, czasem przynudzę, ale przede wszystkim – postawię Ci wiele pytań. Bez granic i zahamowań. Jeśli odpowiesz, skrobniesz maila – w kolejnych wydaniach naszej wspólnej książki pojawią się Twoje, Wasze głosy. A ja wrócę do roli moderatora.
Podobnie było 26 lat temu, gdy istniał Kalendarz Szalonego Małolata: dziesiątki tysięcy dziewczyn pisały do mnie listy – do bólu szczere – a ja czytałem i publikowałem te głosy.
Jeśli to pamiętasz, jeśli masz w pamięci lub w domowym archiwum stare egzemplarze KSM – witaj po latach!
Jeśli słyszysz o KSM po raz pierwszy – macham Ci łapką równie serdecznie.
Tu zawsze będzie miejsce dla takich jak Ty i ja. Wolna przestrzeń na spokojną rozmowę.
Skrobnij więc, co u Ciebie. Przeżuwasz nową miłość? Wykańczasz starą? Harmonia i gitara, czy wojna i ogień?
I na koniec jeszcze to:
Tak jak w dekadzie z KSM udało nam się pięknie sportretować pokolenie nastolatków, głównie dziewczyn, tak i dziś – marzy mi się! – spróbujmy napisać wspólną opowieść o pokoleniu dojrzałych, szalonych kobiet.
Bez Ciebie to się nie uda. Bez interakcji z Tobą całe to moje pisanie traci sens.
Let’s go, Misiu. Kalendarz jest Twój, a mój jest ten kawałek podłogi.
Jacek P.