Chcemy być sobą

Cóż to była za dekada!

Ech, te nasze lata dziewięćdziesiąte… Jeszcze siermiężne ale już coraz mocniej kolorowe. Pełne nadziei i zdziwień. I wzlotów…

Od Ani: Wklejam dłuższy kawałek i do tego raczej monolog, na zachętę – zaczęliśmy naszą rozmowę od wspomnień, które trochę już się zacierają i które czasem koloryzujemy, bo to w końcu lata naszej młodości…

Pierwszy fragment rozmowy z Jackiem P.:

Z perspektywy współczesnego czytelnika, gdy zaczynamy wspominać stary KSM, to mówimy trochę o prehistorii, sięgając myślą w ubiegły wiek… Zastrzeżenie, że rozmawiamy o początku lat dziewięćdziesiątych jest istotne, bo to czas rewolucyjnego przełomu politycznego, społecznego i kulturowego.

Niemal z dnia na dzień weszliśmy do wielkiej łajby, w której wszyscy chcieli żeglować w swoją stronę, a nikomu nie chciało się dmuchać w żagle i nikt nie trzymał steru. Każdy szukał szansy dla siebie, każdy sięgał po marzenia, a młody kapitalizm miał dopiero urodzić swoich pierwszych burżujów i pierwszego Bagsika.

W tej napędzanej emocjami łajbie byli ludzie tacy jak my, dwudziesto-trzydziestolatkowie, były stare pryki, które żyły Gomułką, Gierkiem i wojną z Jaruzelskim, i była młodość, te czternastoletnie i trochę starsze młode wilczki.

I właśnie oni najmocniej pragnęli być tacy sami, jak ich rówieśnicy z zagranicznych czasopism typu „Bravo” i „Popcorn”, jak chłopcy i dziewczyny z filmów i seriali. Otwarci, nowocześni, wyzwoleni, rozmawiający o wszystkim.

Z upływem lat coraz więcej podróżowali, coraz więcej widzieli, mieli porównania i zaczynali wyciągać pierwsze, własne wnioski. Ich myślenie było bardzo wolnościowe, trochę anarchistyczne, trochę w myśl raczkującej wówczas zasady „Róbta, co chceta” Jurka Owsiaka, ale wynikało z autentycznych potrzeb.

Oni też chcieli być sobą – jak radził Perfect dekadę wcześniej.

Średniozamożna polska rodzina, choćby taka, w której ja się wychowywałem, nie nadążała za tymi aspiracjami. Nas, rodziców tych nastolatków, wychowywano inaczej, zgrzebniej i skromniej. Tymczasem młodzi, bez obciążeń komunistycznego grajdołka, bezgranicznie zachłysnęli się wolnością. Jeśli jest seks, to dlaczego nie wolno mi o nim mówić?

Jeśli jest zły ksiądz lub nauczyciel, to jakim prawem muszę na ten temat milczeć? Jeśli wszyscy na świecie mogą krzyczeć, to dlaczego ja muszę milczeć? Jeżeli coś mogę, to dlaczego mi nie wolno?

Ale widzieli też wielkie ograniczenia. Mieli na wyciągnięcie ręki biedę swoich rodzin, których nie dotknęła boska ręka rynku i Balcerowicza – i tu był prawdziwy dramat. Największy – w małych miasteczkach, na wsiach, na peryferiach dużych aglomeracji. Ojciec, jak pił za komuny, tak pił nadal, często mocniej niż kiedyś. Nawet, jeśli nie miał za co. I bił tak samo mocno, jak kiedyś i tak samo za nic, jak bili jego ojcowie.

Matka – stale zaganiana, bez czasu na cokolwiek, bez perspektyw finansowych i wizji innego życia. Kościół z tradycyjnymi wartościami i rodzącą się potęgą Radia Maryja – agresywny, archaiczny, ale wbijający się w każdą sferę.

Zacofana szkoła z wieloma smutnymi, ociężałymi intelektualnie nauczycielami. Blokowiska, w których taniego bełta coraz częściej zastępowała nietania marycha. Smętne pałace i domy kultury, które nie umiały się odnaleźć w nowej rzeczywistości. I zbyt wysoki próg dostępu – do wszystkiego, od koncertów zachodnich gwiazd po edukację, od własnego biznesu po własny samochód. To ich dobijało.

Bardzo szybko pojawił się też nowy Bóg – pieniądz. Kult kasy. Przedsiębiorczość, która przyszła razem z nowym ustrojem, była wybawieniem i zakałą jednocześnie. Pamiętam wielki wysyp listów ze wspólnym motywem: „mama z tatą trzepią kasiorę, a ja tu ginę”.

Niewiele mniej tekstów zaczynało się od słów: „skąd zdobyć pieniądze?” Pojawiały się bardzo mocne przykłady rozwarstwienia – w tej samej klasie, na tym samym podwórku jedna dziewczyna miała wszystko, a inne nic.

To budziło zazdrość i frustrację, a stąd bywało blisko do depresji, myślenia o własnym nieudacznictwie albo prób samobójczych.

Na szczęście nad tą lawiną smutku potrafiły górować listy pełne optymizmu, dobrego humoru, świetnych próbek literackich i pisarskich.

CDN…

To jest tylko fragment rozmowy z Jackiem P. o tamtych czasach, ludziach i tamtym kalendarzu, który – jak się okazuje – wielu pamięta do dziś. Jeśli chcesz przeczytać całość – ponad sto stron wspomnień, anegdot i rzeczy, których Jacek nigdy wcześniej nie opowiadał publicznie – zapisz się poniżej. PDF trafi do Ciebie od razu. Bezpłatnie. Bez zobowiązań. Tylko KSM.

more posts: