Wiedzieliście o procesach sądowych, które wytoczono autorowi KSM?
No to już wiecie…
Była połowa lat 90. W Kalendarzu ukazywały się coraz ciekawsze, szczere teksty, wiele z nich dotyczyło seksu, roli kościoła, złych nauczycieli i szkoły, która niszczy talenty. Wiele gorzkich słów – o rodzinie, o politykach, o kapłanach.
Równolegle pojawiły się też pierwsze protesty: kto śmie publikować takie obrazoburcze listy?! Jakim prawem?! Dlaczego deprawuje się polską młodzież!?
Polecam bardzo. Tu – kolejny fragment rozmowy z Jackiem…
Anuszka: Najpierw cytacik. Lecimy:
Moralna ocena podanych małolatom wartości budzi oburzenie, a przede wszystkim zaniepokojenie: jakie wzorce zachowania przyswoi sobie i zaaprobuje – jako swój system wartości – czytelnik?
Było ci trochę wstyd, gdy czytałeś takie słowa? To z pozwu skierowanego przeciwko tobie do sądu w Poznaniu.
Jacek: Nie, no co ty? To był już czwarty pozew sądowy, który dotyczył Kalendarza Szalonego Małolata i nie robił na mnie wrażenia.
Czego dotyczyły wcześniejsze?
Treści wszystkich pozwów były zbliżone. W każdym chodziło o deprawację, szerzenie pornografii, naruszenie dóbr religijnych. Pozwy wnosiły osoby fizyczne i prokuratura. Podczas któregoś z tych procesów jeden z sędziów poprosił o opinię biegłego, profesora Mariana Filara z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, który dosłownie zmiażdżył wniosek prokuratorów.
Zarzucano ci grzechy deprawacji młodzieży, antyklerykalizmu, wulgarności, wyuzdania, promocję nihilizmu, anarchii i pornografii…
…i namawiania do masturbacji, a wiesz, że masturbacja jest społecznie groźna, zakaźna i zakazana. I byłem też gorącym zwolennikiem orgazmów, to należy podkreślić. Godziłem również w uczucia religijne. Wiesz, jakim tekstem?
Jakim?
– Kupię radio. Maryja.
A także dowcipem niby wziętym z życia zakonnic i nadesłanym przez jednego z czytelników KSM. Brzmiał tak:
– Przeoryszo, przeoryszo, co mam robić, żeby nie mieć dziecka?
– Zjeść kilogram cytryn.
– Bez cukru, przeoryszo?
– Bez cukru.
– I nie będę miała dziecka?
– Dziecko będziesz miała, ale ci ta głupia radość z gęby zejdzie.
Takich pretekstów do zaatakowania Kalendarza było więcej. Najchętniej czepiano się dowcipów, które nadsyłano do mnie kilogramami, opinii młodych ludzi na temat kleru, no i przede wszystkim spraw seksualnych – jakby seksualność miała pozostać największym tabu.
Pornografię dostrzegano nawet w próbkach literackich, które czasami, w całości lub w skrócie, publikowałem. Weźmy na przykład to:
Wieczór zaskoczył ich winem i muzyką. Bezwstydnie nadzy, a jednocześnie tak bardzo nieśmiali – zapragnęli swoich ciał.
To jest treść pornograficzna???
Tak. To jest treść pornograficzna. Tak została opisana w jednym z pozwów.
Kto formułował te zarzuty? Dorośli? A twoi czytelnicy nigdy przeciwko Kalendarzowi nie protestowali?
Ludzie młodzi, w wieku 14-19 lat, oficjalnie zaprotestowali tylko raz. W 1994 roku otrzymałem list od 32-osobowej grupy małolatów. Chyba oazowej. Miał taką treść:
My, ludzie młodzi, protestujemy przeciwko wydawaniu takich pozycji i wtykaniu ich do rąk dzieci i młodzieży. (…) Czy Pan myśli, że jesteśmy tylko erotomanami, którzy o niczym innym nie myślą, tylko o seksie i uganianiu się za dziewczynami i chłopakami? Czy Pan może uważa, że jesteśmy bandą kretynów, którzy dadzą się złapać na teksty o belfrach, starych, baletach, popijawach, podrywaniu i świństwach?
Czego Pan nas uczy w swoim kalendarzu: braku szacunku dla rodziców, dla nauczycieli, dla Kościoła, dla samych siebie? Jakim prawem odbiera Pan nam wszelkie autorytety? (…) Dziwimy się, że Ministerstwo Edukacji Narodowej pozwala na wydawanie takich pozycji, w których namawia się do wagarów, nauczycieli uważa się za półgłówków, poddaje się ocenie ich zdolności erotyczne, namawia się uczniów do strajku. (…) Co trzecia strona to poradnik życia seksualnego; przypominamy, że adresatami są dzieci i młodzież do lat 18. (…) Jest nam przykro, że ministerstwo pozwala na takie publikacje, a Najwyższe Władze nie reagują na takie fakty.
Myślisz, że to był list pisany ręką młodych ludzi?
Nie wiem. Ale miał 32 podpisy, imiona i nazwiska. Ktoś je zgromadził, ktoś zainteresował nim Najwyższe Władze. A ja ten list opublikowałem, bo oni mieli takie samo prawo głosu, jak fani KSM. Dla mnie to było oczywiste, że też mogą u nas publikować.
CDN…
To jest tylko fragment rozmowy z Jackiem P. o tamtych czasach, ludziach i tamtym kalendarzu, który – jak się okazuje – wielu pamięta do dziś.
Jeśli chcesz przeczytać całość – ponad sto stron wspomnień, anegdot i rzeczy, których Jacek nigdy wcześniej nie opowiadał publicznie – zapisz się poniżej. PDF trafi do Ciebie od razu.
Bezpłatnie. Bez zobowiązań. Tylko KSM.
→