Uwielbiałam KSM
Pamiętam, że zamiast uczyć się, wypisywałam w nim różności. To była świętość. Moje kalendarze przeprowadzają się razem ze mną i czasami do nich wracam.
Kilka razy zabierałam się, żeby je zniszczyć ale chyba nie dam rady, za dużo w nich wspomnień i przeżyć.
Pomogły mi przejść przez różne etapy mojego życia. To były czasy, rany to już prawie 10 lat!
A teraz?
Jestem szczęśliwą mężatką i mam 6-miesięczne dzieciątko.
I jestem w dodatku nauczycielką w szkole średniej. Kto by pomyślał…
A jeśli chodzi o Ktosia, to w każdym kalendarzu było coś o moim obecnym mężu, chociaż wtedy jeszcze go nie kochałam.