Doprawdy nie wiem, jak przeżyłabym szkołę średnią bez tego kalendarza.
Tak się cudnie złożyło, że gdy szłam do pierwszej klasy technikum ukazało się pierwsze wydanie, to w brązowej okładce – podarowała mi je moja starsza siostra.
I tak mi już zostało do piątej klasy.
Nie mogłam się bez niego obejść! Pamiętnik, spowiednik, powiernik, pocieszyciel, doradca, PRZYJACIEL.
Każdy rocznik dosłownie puchł w oczach. Było tam wszystko! O mnie, o ludziach, rodzinie, znajomych. Każdy KSM miał też oryginalną, wykonaną przeze mnie okładkę, zapinki…
Mam je do dzisiaj ukryte w sekretnym schowku. Dla potomności. Chociaż może lepiej nie powinnam…
Dzisiaj mam kalendarz typu TEWO w czarnej, sztywnej okładce i coraz mniej szaleństwa w życiu, niestety…
Ehhhhhh… to były czasy!