Przez lata dostawałem wiadomości: „Hej, Jacol, kiedy nowy KSM? Taki dla Starszaków?” Przez lata odpowiadałem: „Może kiedyś?” I kiedyś właśnie nadeszło…
O Kalendarzu Szalonego Małolata, który ukazywał się w latach 1991-2001 powstało kilka prac magisterskich i jedna doktorska. To powinno nam, wszystkim autorom KSM, wielce schlebiać, bo wszyscy złożyliśmy się na jego sukces.
Przez dekadę lat 90. w Wasze ręce trafiło ponad 3 miliony Kalendarzy!!! Dzisiaj to abstrakcyjna liczba, nie ma już takich nakładów…
Sentymentalna tęsknota za przeszłością
Stworzyliśmy niezwykłą panoramę młodości lat 90. Powstał raport złożony głównie z głosów ludzi niepokornych, wykluczonych, którzy nie mieli szans na znalezienie sobie miejsca w mainstreamie. Ostry w ocenach, obrazoburczy, czasami żartobliwy, a często refleksyjny i dojrzały. Trochę poważny, a trochę szajbnięty. Jak życie.
Ówczesne gazety „dla młodzieży” prezentowały lukrowany świat młodych gwiazd i celebrytek (wtedy jeszcze nie znaliśmy tego słowa), starzy po latach komuny zajmowali się odzyskiwaniem życiowego wigoru i budowaniem nowej pozycji społecznej – kto by miał wtedy czas dla dzieci? – a KSM stał się tym, czym dzisiaj jest Facebook i inne media społecznościowe: platformą do rozmowy.
I w ogóle nie lał się hejt! Nikt nikomu nie dowalał, choć wszyscy bronili swoich racji. Były polemiki, ale z klasą.
Byliśmy jacyś… życzliwsi? Bardziej tolerancyjni. Zgodni – mimo różnic – co do pewnych zasad. Trzymaliśmy klasę nawet wtedy, gdy trzeba było przekląć albo nazwać rzeczy po imieniu.
Dzisiaj, kiedy wznawiam coś, o czym nie wiem czy w ogóle da się wznowić, mam o ten hejt obawę największą: czy potrafimy rozmawiać – tak pięknie jak wtedy?
To będzie Kalendarz STARSZEGO Małolata
Już powstał, a właściwie – urodziłem go w bólach, ale z dziką radością.
Rzecz dla dziewczyn, które mają lat… mniej niż sto i więcej niż dwadzieścia. Dlaczego taki rozrzut? Bo jeśli ktoś ma w sobie prawdziwe szaleństwo, to ma je na całe życie. Niezależnie od wieku.
Nie musiałaś być miłośniczką starego KSM i nawet nie musiałaś o nim słyszeć – ale wiem, że w nowej edycji znajdziesz coś dla siebie. Może ślad wspomnień z szalonych lat 90., a może jakąś myśl, która dotyczy właśnie Ciebie? Może zareagujesz.
No właśnie. Piszę i na to liczę. Że skrobniesz coś od siebie. Mechanizm starego KSM był dokładnie taki sam: pierwszy Kalendarz napisałem bez Ciebie, następne – już niemal wyłącznie z listów od Ciebie i Twoich rówieśników
Nie wiem, czy to jest dobry żurnalik na początek, ale luz. Spiekło mi gębę czerwcowe słońce i to wydaje mi się najbardziej optymistyczne. Może będzie fajne lato? Bo w połowie lata… pojawi się… ukaże się… i już nie mogę się doczekać!
Na tę spieczoną gębę to co będzie lepsze: jakiś kefir – jak za dawnych lat – czy chemia?
Jacek