Sex, drugs & rockandroll

Byłoby extra, gdyby było trzy w jednym… Ale jak już tu sobie wspominam, to wspomnę: drugs to nigdy nie byłem ja. Zaliczyłem kompot, tę polską makiwarę z upojnych lat komunizmu, bo pewnie każdy musiał/chciał jakiś odlot zaliczyć.

Miałem po tym tak ciężką banię i tak beznadziejny brak jakichkolwiek odlotów – no nie zagadały do mnie te makówki – że na samo wspomnienie robiło mi się niedobrze. Żadnej nirwany, żadnych wizji, żadnego przenoszenia jednym palcem czołgów ani nawet walki ze smokami, nic.

Trawka? Też bez wrażenia. Kiedy inni mieli durnowaty humor, mnie nie rozkręcała. Ale może blanty nie są dla ponuraków, a ja od małego – aż do pasa – jestem ponurakiem i nic na to nie poradzę.

Został mi więc jedynie seks i rockandroll. I tego chciałbym się trzymać, jeśli lędźwia pozwolą.

W nowym KSM o seksie będzie dużo, czyli w sam raz. Sam to sobie obiecuję (Anuszka nic jeszcze o tym nie wie) i zastanawiam się tylko czy W PEWNYM WIEKU seks jest ciągle atrakcyjnym tematem? Czy w epoce nadpodaży emocji nie zastąpiły go: polityka, instagramowe fotki, tindery i pornhuby, wojny na słowa i lejąca się zewsząd nienawiść? Nie odstawiliśmy go na bok?

Nieee, a skąd znowu! Seks to seks, jest trochę przereklamowany, ale ciągle ważny.

Celowo użyłem zwrotu: „w pewnym wieku”. Znasz go?

To przekleństwo dojrzałości. W pewnym wieku nie wypada lub nie wolno, w pewnym wieku trzeba wydorośleć, w pewnym wieku czegoś się nie robi albo właśnie się robi.

Nie wiem, od kiedy zaczyna się ten „pewien wiek”. Zaraz po studiach czy już po maturze?

Ale w sumie bardziej mnie interesuje, kiedy on się kończy? I co można po nim? Wie ktoś?

Jacek

more posts: